środa, 26 maja 2010

Tunel schronowy w Stępinie

Tunel w Stępinie, nazywany schronem nr 1, ma 393 metry długości i ściany o grubości przekraczającej 2 metry. Jego cechą charakterystyczną jest lekko łukowaty kształt, utrudniający bezpośrednie trafienie bombą lotniczą. Schron nr 1, zabezpieczony przed atakiem chemicznym za pomocą systemu śluz i urządzeń wentylacyjno-filtrujących, był połączony specjalnym podziemnym kanałem z tzw. schronem nr 2, również zachowanym, położonym w odległości 80 metrów i pełniącym funkcję zaplecza technicznego i magazynowego. W odległości 600 metrów od schronu kolejowego znajdowało się trawiaste lądowisko dla samolotów, obecnie częściowo zabudowane.


Kompleks w Stępinie został zbudowany w latach 1940-1941 przez Organizację Todt. W jego skład wchodziło kilkadziesiąt obiektów o różnym przeznaczeniu, z których zachowało się siedem budowli o konstrukcji żelbetowej, w tym największa z nich - naziemny tunel schronowy dla pociągów sztabowych Hitlera.


Dla zamaskowania rzeczywistego przeznaczenia inwestycji, oficjalnie przedsięwzięcie zarejestrowano jako budowa jednego z zakładów dla berlińskiej firmy chemicznej "Askania - Werke". Plac budowy objęty był ścisłą ochroną wojskowo-policyjną i dostęp do wznoszonych schronów żelbetonowych mieli tylko upoważnieni Niemcy. Łącznie zatrudnionych było ok. 3-6 tysięcy ludzi. Budowę zakończono w lecie 1941 roku.


27-28 sierpnia 1941 roku odbyło się tu spotkanie Adolfa Hitlera z Benito Mussolinim - wówczas w schronie tunelowym przez kilkanaście godzin przebywał pociąg specjalny Hitlera. Przez cały okres wojny obiekt utrzymywano w stałej gotowości na przyjęcie pociągu sztabowego lub innego pociągu specjalnego.


W czerwcu 1944 roku wojska radzieckie dotarły do Sanu, Niemcy zarządzili ewakuację, od 3 do 29 sierpnia 1944 roku utrzymywała się tu linia frontu, który następnie przesunął się ok. 15 km na zachód. Przez 4 miesiące funkcjonował tu radziecki szpital polowy, który oprócz własnych namiotów, wykorzystywał poniemieckie budynki pomocnicze. Po rozpoczęciu ofensywy w styczniu 1945 roku szpital wyruszył za przemieszczającymi się na zachód wojskami. Przy głównej drodze w pobliżu schronów, pozostał cmentarz, gdzie grzebano żołnierzy zmarłych podczas pobytu w szpitalu.


Po wojnie schrony znajdowały się pod nadzorem Wojska Polskiego, które jednak nie miało koncepcji na wykorzystanie obiektu, dlatego też w latach 60-tych przekazano go w dzierżawę Rzeszowskiemu Oddziałowi Narodowego Banku Polskiego. Schron miał być składnicą mennicy państwowej, a także miejscem dla ukrycia ważnych dokumentów, środków płatniczych i depozytów, jednak bank zrezygnował z obiektu jako docelowego punktu ewakuacyjnego. Obiekt został przejęty w dzierżawę przez Rolniczą Spółdzielnię Produkcyjną w Stępinie. Schrony nr 1 i 2 zostały zaadoptowane, wyposażone w urządzenia klimatyzacyjne i weszły w skład kompleksu produkcyjnego pieczarkarni.

Po roku 1990 nastąpiło przerwanie produkcji pieczarek z przyczyn ekonomicznych. Przez fakt, że obiekt był długie lata zagospodarowany i należycie konserwowany zachował się w bardzo dobrym stanie do dzisiaj.

Źródło: Gmina Frysztak

Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś oznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły (...). Podam dla celów propagandy jakąś przyczynę wybuchu wojny, mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna, czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. W sprawach związanych z rozpoczęciem i prowadzeniem wojny nie decyduje prawo, lecz zwycięstwo.
Bądźcie bez litości. Bądźcie brutalni. Osiemdziesiąt milionów ludzi musi otrzymać to, co im się należy, należy się im zapewnienie egzystencji. Prawo jest po stronie najsilniejszego. Trzeba postępować z maksymalną surowością.
Konieczna jest szybka decyzja, niewzruszona wiara w żołnierza niemieckiego. Załamanie jest możliwe jedynie wówczas, gdy zawiodą nerwy przywódców.
Pierwszy cel to dojście do Wisły i Narwi. Nasza przewaga techniczna załamie nerwowo Polaków. Każda nowa armia polska, która się pojawi winna być natychmiast zdruzgotana, wojna ma być wojną wyniszczenia.

Fragment przemówienia Adolfa Hitlera na odprawie z wyższymi dowódcami w miejscowości Obersalzberg 22 sierpnia 1939 roku.
Źródło: "Polska w latach 1918-1939. Wybór tekstów źródłowych do nauczania historii". Red. W.Wrzesiński, Warszawa 1986, s.409.

Do obejrzenia:

Do posłuchania: Led Zeppelin - Kashmir

niedziela, 17 stycznia 2010

Cegielnia w Dobrzechowie

Cegielnia w Dobrzechowie została założona w 1870 roku przez Romana Michałowskiego.

W 1880 roku przeniesiono ręcznie obsługiwaną cegielnię na tereny, na których znajdują się obecnie jej pozostałości. W tamtych czasach następował dynamiczny rozwój budownictwa, dzięki czemu cegielnia mogła się rozwijać. Szansę wykorzystała rodzina Michałowskich. Na przełomie XIX/XX wieku ciągle unowocześniali zakład. Dzięki temu zyskał on dobrą opinię.


W 1912 roku wybudowano kominy, bocznicę kolejową, i inne niezbędne pomieszczenia. Cegielnia w Dobrzechowie była wtedy jedną z najnowocześniejszych w Europie. W 1916 roku budynki spłonęły w pożarze, ale tylko te wykonane z drewna. Dzięki temu zbudowano już ceglane, mocne i nowoczesne budynki, które podniosły poziom techniczny zakładu. W tym czasie do spółki doszedł Pan Potocki z Łańcuta. Podczas I i II wojny światowej cegielnia nie odniosła strat. Cały czas rozwijano produkcję, a do asortymentu weszły dreny, dachówki oraz kafelki.

Zakład zatrudniał około 100 osób. Wówczas stała się ona symbolem wsi. W czasach komunizmu przeżywała lata świetności; rozwijała się produkcja cegieł i innych produktów ceramicznych.


W latach 80. zaczął podciekać pod złoża gliny margiel (mieszanka węglanów i innych minerałów). Cegła z takimi dodatkami nie nadawała się do użytku, więc w 1987 roku fabryka została zamknięta.


Obecnie przy ruinach fabryki działa prywatna firma zajmująca się kruszcami. Ruiny grożą zawaleniem, a jednocześnie są pozostałością po czasach świetności cegielni.

Do posłuchania: The Servant - Cells

poniedziałek, 30 listopada 2009

Elektrownia przy ul. Targowej w Łodzi (EC1)

Ja chcę, żeby moja Łódź rosła, żeby miała pałace wspaniałe, ogrody piękne, żeby był wielki ruch, wielki handel i wielki pieniądz.

(...) bo pan dobrze wie, że płotkę zjada duży kiełbik, kiełbika zjada okoń, a okonia zjada szczupak, a szczupaka? Szczupaka zjada człowiek! A człowieka zjadają drudzy ludzie, jedzą go bankructwa, jedzą choroby, jedzą zmartwienia, aż go w końcu zjada śmierć. To wszystko jest w porządku i jest bardzo ładnie na świecie, bo z tego robi się ruch.


Elektrownia przy ul. Targowej w Łodzi (EC1) to pierwsza łódzka elektrownia zbudowana w 1907 roku.

W 1900 roku niemiecka firma Siemens & Halske złożyła ofertę na budowę i eksploatację elektrowni w Łodzi i otrzymała koncesję, ale jej nie sfinalizowała. W 1906 r. odstąpiła tę koncesję petersburskiemu Towarzystwu Elektrycznego Oświetlenia. Spółka, która eksploatowała już elektrownie w Petersburgu i Moskwie, wyasygnowała 10 milionów rubli i przystąpiła do budowy elektrowni, na przydzielonym terenie przy ul. Targowej 1.


Rozpoczęto od razu wytwarzanie energii elektrycznej przy pomocy zestawu złożonego z lokomobili Lanza i prądnicy niskiego napięcia o mocy 60 kW zainstalowanego w podziemiach Grand Hotelu przy ul. Krótkiej (ob. R. Traugutta) 3, tzw. „Prowizorium I”. Przystąpiono jednocześnie do budowy „centrali” i układania sieci kablowej, w dużej mierze podziemnej. Pierwsze roboty rozpoczęto 2 maja 1906 r. ułożeniem kabla niskiego napięcia - 120 woltów - od „Prowizorium I” sklepu „American Diamant Palace” przy ul. Piotrkowskiej 37. Ciekawe jest istnienie w Łodzi napięcia 120 woltów do początku lat 60. XX wieku w niektórych domach i dzielnicach, obok powszechnego napięcia 220 woltów. 7 maja 1906 r. kabel został włączony do eksploatacji. Wieczorem przed sklepową witryną zebrał się tłum, a wystawa rozświetlona była elektrycznością.


Elektrownia łódzka, druga pod względem wielkości w ówczesnym Królestwie Polskim po warszawskiej, nastawiała się głównie na dostawę energii elektrycznej dla przemysłu, gdyż było to dla fabryk znacznie wygodniejsze od użytkowania lokalnych maszyn parowych. Zainstalowane pojedyncze silniki elektryczne, o dużej mocy pełniły bez kłopotów tę rolę, jaką przedtem pełniła maszyna parowa.

Około 90% energii sprzedawanej w pierwszych latach jej działania służyło do napędu silników, w przeciwieństwie do elektrowni warszawskiej, która wówczas była niemal całkowicie elektrownią oświetleniową.



I wojna światowa na działalności łódzkiej elektrowni odbiła się niekorzystnie: spadło zapotrzebowanie na energię elektryczną. Wytwarzano trzykrotnie mniej energii, choć ilość odbiorców (przeważnie drobnych) nawet nieznacznie wzrosła.

Po wojnie zaczął się rozwój elektrowni. Na jej rozbudowę przeznaczano wszystkie zyski, ponieważ w tamtym czasie nie było komu ich wypłacać w formie dywidendy. Na odzyskanie prawa własności elektrowni byli koncesjonariusze poświęcili całe lata starań w okresie międzywojennym. Uciekali się do różnych kombinacji i oszustw. Elektrownia, która powinna być upaństwowiona (była upaństwowiona przez kilka pierwszych lat) przeszła znów w ręce prywatne, w dużej części niemieckie - po ominięciu przepisów traktatu wersalskiego.

Po II wojnie światowej elektrownię upaństwowiono. Wkrótce zaczęto budowy elektrociepłowni, które zmieniły zasady gospodarki elektrycznej i cieplnej w mieście, wprowadzając centralne ogrzewanie do mieszkań, szkół, szpitali, urzędów i fabryk oraz dostawy pary technologicznej do fabryk.


Po 1989 roku historia zatoczyła koło. Właścicielami Elektrociepłowni stały się spółki akcyjne. Pierwsza elektrownia później zaadaptowana na elektrociepłownię nie wytrzymała próby czasu, okazała się nieekonomiczna i przestarzała. W 2005 roku przestała działać.


Dawid Halpern szedł wolno Piotrkowską (...) i przypatrywał się miastu, które kochał całą swoją entuzjastyczną duszą.

Nie chciał pamiętać, że to miasto zabrało mu wszystko, co kiedyś posiadał po ojcu, że od łat wielu żyje z dnia na dzień, (...) ale nie tracił nadziei, szedł jednako przez życie, zapatrzony w Łódź i w jej potęgę, oszołomiony jej wielkością, zahipnotyzowany milionami, jakie się przewalały dookoła niego.

Nie miał dzieci, miał tylko żonę, na którą pracował, aby mogła corocznie jeździć do Franzensbadu leczyć się, sam zaś od wielu lat nie wychylał się za Łódź, nie dbał, co jada, jak mieszka, w czym chodzi, sam nic nie miał, ale był szczęśliwym, że miasto posiada coraz więcej, że mógł widzieć ten ruch szalony, przewalanie się towarów, huk maszyn pracujących, zgiełk na ulicach, zapchane składy, nowe ulice, milionerów, fabryki, wszystko, co składało się na ten kolos, który spał teraz pod cichym ciemnym niebem, przez które płynął księżyc.

Kochał Łódź, jak kochał fabrykantów i robotników i jak kochał nawet prostych chłopów, tłumnie ściągających na każdą wiosnę, bo większa ich liczba na ulicach mówiła, że znowu przybędzie miastu fabryk i domów, i ruchu. Kochał Łódź.
A co go obchodziło, że ta Łódź była brudna, źle oświetlona, źle zabrukowana, źle zabudowana, że domy waliły się corocznie na głowy mieszkańców, że w bocznych ulicach w biały dzień zarzynali się ludzie scyzorykami!

O takich głupstwach nie myślał, jak i nie myślał o tym, że tutaj tysiące ludzi marło z głodu, że tysiące ludzi gniło w nędzy, że tysiące ludzi walczyło całym wysiłkiem o nędzny byt i że ta walka, cicha i straszna przez swoją ustawiczność, walka prowadzona nawet bez nadziei zwycięstwa, zżerała więcej ludzi rocznie niźli najgroźniejsze epidemie.

Wykorzystano fragmenty powieści "Ziemia obiecana" - z rozdziałów IX, XIII i XIV (1899). Autor: Władysław Reymont.

Do posłuchania: Placebo - Crawl

wtorek, 11 sierpnia 2009

Polskie Zakłady Zbożowe w Kozłowie

Przedsiębiorstwo Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego PZZ w Kozłowie.


W Kozłowie wybudowano w 1955 roku jeden z największych i najnowocześniejszych elewatorów zbożowych w Polsce o pojemności 32,5 tys. ton. Sprzęt do zakładów był sprowadzany między innymi z Austrii, Szwajcarii i Niemiec. Przechowywano tu zboże oraz produkowano mąkę i kaszę.


Był to jedyny zakład przemysłowy w Kozłowie. Dawał pracę ponad 300 ludziom. Należał do najlepszych w Polsce państwowych zakładów zbożowych (PZZ).


Kaszarnia dostarczała na dobę 75 ton kaszy, młyn - 300 ton mąki. Praca odbywała się na 3 zmiany. Po żniwach, kiedy nadchodził szczyt skupu zboża, ruch był ogromny.


Okres świetności skończył się w 1997 roku, kiedy XI Narodowy Fundusz Inwestycyjny sprzedał większość udziałów prywatnym spółkom International Business Poland oraz Unicorn Holding.


Zakład przestał funkcjonować w roku 2000.


Dziś dach jednego z bloków używany jako miejsce na anteny operatorów komórkowych i lokalnych dostawców internetu.

Do posłuchania: Beirut - Nantes

wtorek, 21 lipca 2009

Parowozownia - Rozwadów (pomieszczenia)

Parowozownia Rozwadów - pomieszczenia wewnętrzne.





Do posłuchania: Travis - One night